Plan płynności przed ratą kredytu - jak to realnie policzyć?

OddluzenieRenata
|
Mam pytanie do osób, które przy restrukturyzacji robiły prosty plan wpływów i wydatków na cały rok. Bank pyta mnie, czy po obniżeniu raty gospodarstwo będzie miało płynność, a ja widzę, że same średnie z roku niewiele pokazują, bo największe koszty wpadają przed sprzedażą plonu. Chciałabym rozpisać miesiąc po miesiącu paliwo, nawozy, pasze, KRUS, podatki, raty i przewidywane wpływy, ale nie wiem, jaki zapas bezpieczeństwa przyjąć, żeby to miało sens. Czy liczycie ratę tak, żeby po jej zapłacie zostawała konkretna kwota na bieżącą produkcję, czy bardziej patrzycie na saldo roczne? Boję się sytuacji, że na papierze wszystko się zgadza, a w praktyce jeden słabszy miesiąc wywróci cały plan.

Dyskusja

3 komentarzy
WojtekUpadlosc
Ja bym tego nie liczył na średniej rocznej, tylko dokładnie tak jak piszesz: miesiąc po miesiącu, z osobną kolumną na saldo po racie i drugi wariant bardziej ostrożny, np. z opóźnioną sprzedażą albo wyższym kosztem nawozu/paliwa. U mnie sensowny zapas bezpieczeństwa to nie „ile zostaje w skali roku”, tylko czy w najgorszym miesiącu po zapłaceniu raty, KRUS-u i bieżących kosztów nie schodzisz pod zero. Możesz zerknąć na Plan płynności w gospodarstwie: prosty cash flow, który pokaże, czy stać Cię na ratę, bo jest tam pokazany prosty cash flow pod gospodarstwo i właśnie takie testowanie, czy rata nie wywraca produkcji. Bankowi też łatwiej pokazać tabelę z dołkami płynności niż same deklaracje, że „średnio powinno się spiąć”.
MiloszRolnikKomornik
Ja bym to liczył normalnie miesiąc po miesiącu, bo w gospodarstwie średnia roczna potrafi całkiem zakłamać obraz. W jednej kolumnie wpisz pewne wpływy, w drugiej wszystkie stałe i sezonowe wydatki, a potem sprawdź, w których miesiącach zostaje gotówka na ratę, a gdzie robi się dziura. Zapas bezpieczeństwa dałbym przynajmniej na 1-2 raty plus trochę na paliwo albo paszę, bo zawsze coś wyskoczy w najgorszym momencie. Bankowi też łatwiej pokazać taką prostą tabelę niż tłumaczyć na oko, że „po żniwach się wyrówna”.
Tomek90
Ja bym to liczył nie ze średniej, tylko normalnie miesiąc po miesiącu, nawet w prostej tabeli: wpływy osobno, stałe koszty osobno i sezonowe wydatki osobno. U mnie najlepiej widać problem dopiero przy saldzie narastająco, bo wtedy wychodzi, w którym miesiącu robi się dziura przed sprzedażą. Zapas bezpieczeństwa dałbym taki, żeby po racie zostało chociaż na najbliższe obowiązkowe koszty i trochę rezerwy na opóźniony wpływ albo droższe paliwo/nawóz.